Biennale Malarstwa Bielska Jesień

Kosałka Jerzy

Uczestnik 39. Biennale Malarstwa "Bielska Jesień 2009.

Urodził się w 1955 roku w Będzinie. Studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. Dyplom z malarstwa otrzymał w 1981 roku w pracowni prof. Zbigniewa Karpińskiego.

W 2009 roku zdobył Nagrodę Fundacji im. Kristiany Robb-Narbutt. Został wyróżniony podczas 39. Biennale Malarstwa „Bielska Jesień 2009” przez redakcję pism: „Obieg”, „Format” i „Artluk”.

Od 1983 roku był członkiem wrocławskiej grupy artystycznej Luxus. Od 1997 roku wystawia indywidualnie. Stosuje różne techniki i media, buduje instalacje i obiekty, działa w przestrzeni publicznej, uprawia performance; ostatnio wrócił do klasycznego malarstwa.

 

Kosałka jest jedynym artystą w historii konkursu „Bielska Jesień”, który tworząc nadesłany cykl prac pt. „Bardzo dobre obrazy”, poświęcił sporo czasu i niemało wysiłku, aby zasłużyć na prowokowaną już w tytule ocenę. Aby tego dokonać namalował bielską galerię, a w niej obrazy innych artystów – wszystkie nagrodzone w poprzedniej edycji konkursu. Metajęzykowy żart czy głęboka ironia wobec względnych i nie dość zobiektywizowanych systemów powstawania sądów i wartościowań w sztuce? Grzegorz Borkowski w relacji z ostatniego, 39. Biennale Malarstwa „Bielska Jesień” napisał o geście Kosałki: „Artysta sięgnął chyba do jeszcze dawniejszego złoża postaw, do dadaistycznego fermentu, który jako szeroko stosowana strategia poddaje próbom znaczenie sensu i nonsensu, zetknięcia kpiny z afirmacją”. Żartobliwy, wręcz kpiarski ton wypowiedzi, „wesoła powaga” – to cechy charakterystyczne dla tego postmodernistycznego artysty, dające się zaobserwować na przykładzie takich prac jak: „Instalacja wodno-elektryczna”, „Żegnam państwa” (parodia „Damy z łasiczką”) czy „HWDP”. Wiele obiektów Kosałki bazuje na kiczowatych formach, jakie wypełniają kulturę masową. Odpowiednio nimi operując artysta usiłuje opowiedzieć o trudnych i głęboko skrywanych problemach: o zanikaniu sacrum (w pracy „Kapliczka”) czy barbarzyńskim kulcie wojny, propagowanym pomimo wysokiego rozwoju technicznego i kulturowego („Chłopaki, mam go”). Ponadto z niektórych przedstawionych widzom obiektów (jak „Słomianka” czy „Relikwia”) daje się odczytać romantyczny stosunek autora do tematu tzw. polskiego pejzażu – do tego, co prostolinijnie oznacza piękno natury i tęsknotę za utraconym pośród niej miejscem.