Biennale Malarstwa Bielska Jesień

Komorowska Karolina

Uczestniczka 39. Biennale Malarstwa "Bielska Jesień 2009.

 

Urodzona w 1981 roku w Lublinie, studiowała na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Dyplom z malarstwa uzyskała w 2007 roku w pracowni prof. Jacka Wojciechowskiego. Otrzymała Nagrodę Rektorską za najlepszy dyplom Wydziału Artystycznego UMCS. Laureatka wyróżnienia 39. Biennale Malarstwa „Bielska Jesień 2009”.

 

„Kredens” z lat 50-tych, założony słoiczkami z domowymi przetworami, szydełkowana, nadpruta „Serweta” na staromodnym okrągłym blacie stołu, poplamiony, stary, niebieski „Materac”, a ponadto inne drobniejsze przedmioty używane w każdym gospodarstwie domowym: deska do prasowania, kuchenny fartuszek, haftowane poduszki, wyszczerbione stare talerze – wszystkie te przedmioty stanowią inspiracje dla twórczości Karoliny Komorowskiej.

Jej obrazy są doskonale malowane. Aby wzmocnić wrażenie iluzji, artystka wstawia w nie drobne elementy autentycznych materii. Obrazy te poprzez swą niekonwencjonalną formę i drobiazgową technikę bardziej przypominają płaskorzeźby niż obrazy sztalugowe. To piękna współczesna wersja wanitatywnych martwych natur.

Malarze flandryjscy i holenderscy w XVII i XVIII wieku podnieśli martwą naturę na wyżyny odrębnego gatunku malarskiego, wzbogacając przedstawiane przedmioty symbolicznymi znaczeniami. Ich obrazy były traktatami filozoficznymi o kruchym pięknie życia, przemijaniu i śmierci. Szczególnie ważne były te opatrywane mianem vanitas, co w języku łacińskim oznacza „marność”. Zamieszczone w nich przedmioty symboliczne, do których należały czaszki, klepsydry, instrumenty muzyczne, puste, szklane naczynia, zdmuchnięte świece czy zwiędnięte kwiaty budziły nastrój refleksji i kierowały myśl ku wartościom duchowym; tworzyły dystans do pełnego przepychu lub pogoni za bogactwem życia doczesnego. I choć u Karoliny Komorowskiej próżno by szukać wymienionych symboli, malowane przez nią przedmioty stają się ontologiczną analizą swojego bytu i stanowią świadectwo bytu ich właścicieli. Zdają się pytać, czym jest życie ludzkie w swojej znikomości, ale i niepowtarzalności. Dzięki namalowanym przez artystkę przedmiotom możemy niemal wyobrazić sobie ich użytkowników lub przynajmniej określić ich wiek, czy pochodzenie. Jest w tym geście wielki szacunek wobec tak oryginalnie zapisanych ludzkich biografii. Kiedy obcuję z tymi niezwykłymi „martwymi naturami” Komorowskiej, widzę w nich zarówno echa znakomitego warsztatu Holendrów, jak i odarty z symboli religijnych czas francuskiego realizmu; wrażliwość artystów art brut z lat 50-tych, dostrzegających piękno „rzeczy brzydkich i zużytych” oraz pokorę i dokładność bizantyńskich skrybów piszących w skupieniu swoje ponadczasowe ikony.